Kiedy spacerowałam po mieście (room 801) Siedząc brudna przed barem,zobaczyłam piękną rudą kitę,wystającą zza drogowskazu.Oczywiście jak to ja pobiegłam to sprawdzić.Dobiegłam aż do altanki.Nikogo nie było tylko ja i lis.Lis z wystraszonym wyrazem twarzy patrzył się na mnie.
-Nie bój się.-powiedziałam spokojnie do liska.Kiedy on mruknął i odpowiedział mi.
- Nie boję się. -Popatrzyłam się na Lisa ze zdziwieniem.
-Ty mówisz?! -krzyknęłam pytająco.
- Dawniej byłem lisem do eksperymentów,moje DNA musiało się pomieszać,szukam moich rodziców,i chciałbym mieć właścicielkę.
uśmiechnęłam się do liska. -wiesz... Nie będę twoją właścicielką ... ale mogę być twoją przyjaciółką co ty na to?
Lisek skacząc z radości,powiedział- Tak! Nareszcie mam przyjaciela!
Poszliśmy spacerkiem w stronę mostku. -Dobrze lisku spotkajmy się tutaj równo za piętnaście minut,dobrze?
Tak -powiedział lisek.
Za piętnaście minut czyli o 16.25 poszłam na most,chwilkę poczekałam i zjawił się mój przyjaciel!
Hej lisku! -zawołałam dopatrując Przyjaciela z oddali.
-Cześć,jak się wogle nazywasz? -zapytał lis.
-Jestem Marwi - Odpowiedziałam liskowi.
Zaburczało mi w brzuchu.
O - ze smutną minką powiedział lis,po czym pobiegł.
Lisku! - zawołałam ale lis nie mógł mnie usłyszeć ponieważ był za daleko.
.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz